Kiedy dni zlewają się w jedno pasmo półsnu, to znak, że nie jest dobrze. Czasem pomaga zaostrzona walka z mopem, zmywanie garów i zamiatanie podłóg, pranie i przekładanie notatek z miejsca na miejsce. Żeby tylko udowodnić samej sobie, że niby coś robię, do tego „coś" konstruktywnego, dającego namacalne rezultaty. Ołł jeaa. Sziwa ma chyba do mnie jakieś potężne ale, codziennie bowiem obdarowuje mnie cholernie rozwlekłymi snami, do tego w maksymalnym stopniu przenikniętymi absurdem. Coś jak zmasowany atak Witkacego i Schulza na moją biedna głowę. I budzę się (budzę?) o tej 14 i jeszcze wmawiam sobie obłudnie, że tak, napiszę te dwa referaty! Okazuje się jednak, że moją jedyną aktywnością tego dnia będzie wycieczka do IKEI, zakupienie 2 pudełek i 4 żarówek a także wypicie kawy... I otrzymanie krówki od trolla. Błądzę sobie zaspanym wzrokiem po szafkach i wazonikach a tu nagle wyskakuje przede mną jakiś koleś, coś jak hybryda hobbita i Chałabały i coś do mnie gada. Więc łaskawie zdjęłam słuchawki, wysłuchałam o co mu chodzi i wzięłam cukierka. A wokół stado rozwrzeszczanych dzieci śpiewa smerfne hity... Najgorsze jest to, że akurat to się działo na jawie. Dodajmy dzisiejszy sen w którym na zmianę siedziałam w barze w sukience komunijnej i przykrótkim harcerskim mundurku i już wiadomo czemu mam prawo czuć się lekko ... nie, czy paranoja jest uleczalna? Ha, niektórzy za zaserwowanie sobie takiego stanu muszą słono zapłacić, ja widać mam nielimitowaną promocję.
http://http://zok.zduny.pl/wordpress/wp-content/gallery/posts-images/beksinski.jpg - to mi siedzi w głowie
„Przez okrągłe liczby i zmienne nastroje tworzą się gwiazdy a światy są dźwiękami" F. K.
Czasem mam ochotę się napić. Sprawić, że świat stanie się na moment jeszcze bardziej surrealistyczny, kolory zawrócą mi w głowie a dźwięki zagłuszą przyśpieszone tętno. Szum w uszach wywołuje wrażenie oka cyklonu. Świat wiruje wokół zmierzając ku katastrofie a ja, otoczona ciszą, obserwuję tę apokalipsę z lekko uniesioną brwią i uśmiechem błąkającym się gdzieś w kąciku ust. I ta cienka granica. Wystarczy zrobić krok by z rozpostartymi ramionami zanurzyć się w obłęd, miękko wtulić w nierzeczywistość.
Alkoholiczki, wariatki, histeryczki i do tego brzydkie baby. Obie desperacko uzależnione od prochów, podobno na ból. Wszelaki... Trudne do zniesienia egocentryczki, emocjonalne szantażystki. Momentalnie zaskarbiły sobie moją sympatię. Chylę przed nimi czoła i ronię kilka kropel z pucharu, może kiedyś dane mi będzie zrobić to samo w błękitnych murach Coyocán i na „zatłoczonym"Père Lachaise. Podziwiam ich autoportrety, słucham oczami codzienności. Bo o to im przecież chodziło, żeby nigdy nie umrzeć, by być, istnieć i nie żałować niczego.
http://http://www.youtube.com/watch?v=Kya3c4WJZAk - siła huraganu w tak niepozornym opakowaniu
http://http://www.youtube.com/watch?v=oKT90TmSF6E&feature=related - Salma się postarała
http://http://www.youtube.com/watch?v=rIww5hA5RQ0&feature=related - autoportrety
Najlepszym ku temu sygnałem jest zapach bzów. Panie i Panowie - mamy MAJ! Świadomość tego faktu w znacznej mierze podnosi mnie na duchu. Być może szereg astrologów chciałby w tym miejscu zabrać głos, próbując w tajemniczy i magiczny sposób wykazać moje duchowe powiązanie z tym właśnie miesiącem. Bo co tu dużo gadać, w maju się urodziłam i natychmiast zapałałam sympatią do tego szczególnego okresu w roku, gdy prym wiodą zapachy wonnego kwiecia, ptasie trele i przeklinający pod nosem licealiści, z nienawiścią patrzący na zakwitające kasztany. Socjalistyczne pochody zamieniliśmy na masowe grillowanie (znajdź człowieku trochę przestrzeni nad wodą), familijne spacery (droga dla rowerów jest dla ROWERÓW, czy to jest zbyt skomplikowane?) i radosne, kolorowe festyny (liczba przejechanych dzieci = prawie 3 ). Mimo to, dziś czuję się jak po wyrobieniu przynajmniej 150% normy... zachciało się dziecku wycieczki.
Z utęsknieniem wypatruję pierwszej, prawdziwej, majowej burzy. Tego momentu, gdy naelektryzowane powietrze i nagły podmuch wiatru zasygnalizują zbliżającą się ulewę. Mrrr... I like it ;P
A tutaj utwór mistrza, coś jak „ciepły, letni deszcz na Twojej skórze" lub przednocny, wzmożony napór wszystkich rzeczy (szczególnie 1:17) enjoy!
http://http://www.youtube.com/watch?v=rOcXBNYXnYY
Kłębi się we mnie podziw. Dla tworów rąk ludzkich i dzieła tego co ponad nami... Dwie gałązki kwitnącej wiśni w kieliszku Finlandii. Wykwintne słowo zachwytu nie idzie w parze z kilkoma stokrotkami, chmurką i ostrością górskiego powietrza. Dlatego milczę. Zachłannie pochłaniam, nasycam się na zapas. Bo czasem chciałoby się zdechną wprost na zakurzonym chodniku, ot tak rozpłynąć między bramą a schodami, trzy kroki, piruet i puf! Jak osławiona już w shishowych rozmowach narracyjna dobra wróżka. A tu w odpowiedzi głos zabiera wygadany czarny kolega z żółtym dziobem. Znacie baśń o słowiku? Moje kosy na Plantach biją go na głowę. I tak, egoistycznie powiem, że są MOJE! Dla mnie śpiewają gdy po raz enty przestawiam budzik i wbijam się półprzytomna do autobusu. Tak samo jak moje są słoneczniki, Orion, góry, kubek z Konstantym czy Duży Żółty Pies. Bo w świecie zdominowanym przez jednostki ponadprzeciętne i olśniewające osobowości ludzi „fajnych" przypadła mi najlepsza z ról. Jestem dyplomowaną kontemplatorką, jednoosobową publicznością rzeczy powalająco przyziemnych i tych podniosłych, po to wszak tworzonych, bym mogła sobie przy nich po ludzku pomilczeć.
"Jej pałające spojrzenie trzyma mnie mocno jak w objęciach. Mówi słowa pomieszane ze snami. Zaprasza. Będziesz szczęśliwy, jeśli uwierzysz i zaczepisz swój wózek o gwiazdę. Jest łagodna, kiedy karmi piersią obłoki, ale gdy opuści ją spokój, biegnie nad morzem ,wyrzuca ramiona w niebo. W jej oczach widzę, jak u moich ramion stają dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironii i potężny, miłujący anioł Schizofrenii." Zbigniew Herbert
Mamy nowego współlokatora. Na imię mu Bolesław, w skrócie - Bolek. Nie mylić z tajemniczą postacią, często wspominaną w mediach i występującą pod tym samym pseudonimem... Nasz Bolek agentem nie jest, przynajmniej na pierwszy rzut oka nie wygląda. W ogóle jest jakiś taki... niepozorny (co nie znaczy, że nie jest w stanie uszkodzić nam kabli od telefonu bądź Internetu i tym samym uniemożliwić nam kontakt ze światem). Mimo to, każda z nas jednogłośnie przyznaje, że Boluś jest stworzeniem uroczym. Jak widać, mały myszoskoczek jest w stanie skutecznie rozbroić serce niewieście. Ania jest zachwycona, od zawsze bowiem chciała mieć swojego własnego szczura. W sumie jestem za- koleżanka szczęśliwa, obowiązkowy zwierz na mieszkaniu jest, sprzątać po nim jakoś nadmiernie nie trzeba i mimo, że czynszu nie płaci to przynajmniej niejakie wrażenia estetyczne zapewnia.
A wolny materac jednak nie pokryje się kurzem. Na Smoleńsku pojawiła się Ola, kolorowa wielbicielka sztuki krawieckiej, podróżująca po świecie optymistka, obecnie zajmująca się zalewaniem Krakowa kserówkami swojego CV.
Tak oto zakończył się nasz przejściowy koszmar czynszowy. Z tej okazji przyda się trochę szaleństwa, z dedykacją dla Bolka ;)
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 539
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
trochę niezbędnych słoneczników. Opisać wszystko co godne uwagi :) Różne różności,rzeczy ważne i ważniejsze, miszmasze wszelakie :)
"Biedny, mały Dżanas" "Pocieszny Dżanasik" "Kaszydełko" "Strzyguś" "Żanaaaas menelu!" "Kaś! Herbata!" "Góóóóóóóóóóóóóóry" "A widzisz te trzy gwiazdy?" EN- RA- HA ? :P